Dnia wczorajszego tj. 17-01-2016 roku dziwnym zbiegiem okoliczności zrobiłem dwie rzeczy, które zmusiły mnie do refleksji nad istotą bytu – nad życiem. Pierwsza z tych rzeczy to odszukanie i obejrzenie filmu o Benie Carsonie (bardzo dobrego nawiasem mówiąc). Druga z tych rzeczy stała się sama, mimowolnie dotarła do mnie wiadomość, której wolałbym nigdy nie otrzymać.

Tak, mam na myśli informacje o śmierci freestyl-owca, sąsiada ( od Radzionkowa dzieli mnie jedynie las) Ymcyka. Najdziwniejsze dla mnie jest to, że jeszcze niedawno brałem udział w freestyl-owej bitwie, w której to Ymcyk był członkiem Jury i trzymał się chłop dobrze. Była to smutna wiadomość, mimo iż nie poznałem go osobiście, nie byliśmy kumplami, ziomami, druhami, nie poznałby mnie na ulicy, ale reprezentowaliśmy ten sam region.

Najdziwniejszym paradoksem jest fakt, że są to dwie oscylujące na dwóch odległych granicach emocjonalnych rzeczy – życie i śmierć. Dawka niesamowitego optymizmu i pogrążająca w depresji nieodzowna część życia. Cieszymy się, gdy rodzi się nam nowy członek rodziny, a płaczemy, gdy inny odchodzi. Jednak jeszcze bardziej fascynuje mnie, że jedno bez drugiego nie może istnieć, współistnieją w symbiozie, jak bliźniaki syjamskie, których Ben Carson nie będzie nigdy w stanie rozdzielić. Jaką wartość miałoby życie bez śmierci? Myślę, że żadną! Co gorsza sami często nie doceniamy naszego życia, nie doceniamy wielu rzeczy, do momentu, w którym je tracimy. Chodzimy do szkoły, pracy, często chcąc dostać tzw. “EL4”, by móc odpocząć, tudzież móc uciec i poleniuchować. Jednak, gdy zachorujemy to “modlimy się” o zdrowie. Przewrotność ludzkiej natury – czy tylko ja byłem takim cwaniakiem w gimnazjum, liceum itp.? Myślę, że każdy przeszedł coś podobnego w swoim życiu.

“Życie jest niczym bez…” cierpienia, smutku i śmierci. Uważam, że gdyby nie było jakiegoś negatywu nie znalibyśmy pozytywu. Nie pożądalibyśmy szczęścia bez doświadczenia jego braku, tak samo nie żenilibyśmy się (tudzież wychodzili za mąż) gdybyśmy nie znali samotności. Życie to składowa antonimów wymieszanych i losowo podanych człowiekowi na dodatek w nierównych proporcjach . Jedni coś z tym życiem robią dążąc do szczęścia, walcząc o każdy oddech jak ryba na lądzie, inni wegetują na kanapach. Najbardziej przytłaczającą z myśli jest dla mnie (jeszcze, bo media skutecznie zabijają we mnie empatie w tej kwestii) fakt, że w momencie gdy to piszę to wiele istnień znika a inne się pojawiają. Substytucja istnień. Ostatecznie można stwierdzić, że nie zależnie od tego czy nam się to podoba rodzimy się by umrzeć. Tylko człowiek żyjący wartościuje, nobilituje zmarłego. Świat rządzi się swoimi prawami. Trwa w harmonii, nie ma czasu na jednostki, ludzie to tylko element całości, który jest raczej negatywem, złośliwym nowotworem na łonie matki natury.

Mimo wzniesionych przez nas monumentalnych budowli jesteśmy tylko maleńkim czymś w uniwersum wszechświata. Najważniejsze by zdać sobie sprawę ze swojej maleńkości, niedoskonałości w obliczu zjawiska jakim zwiemy czas, w obliczu potęgi kosmosu. Tak tylko dla uzmysłowienia, czy ktoś wie KTO budował koloseum w Rzymie, czy może kto budował piramidy, czyje ręce targały te głazy, które istnieją po dziś dzień? Czyje to jest dzieło, świadectwo, osiągnięcie? Nie nikt. Dlaczego? Po części każdy z nas odpowiedź na to pytanie. Moim zdaniem nawet o tych, którzy tam spoczywają, czyli o faraonach, czy dzielnych gladiatorach pokroju Spartakusa, za czas jakiś przestanie się pamiętać. Horacy mówił, że zbudował pomnik trwalszy niż ze spiżu. Fakt, ale na jak długo? Tylko czas to pokazać może, niestety nam doświadczenie upadku człowieka i pewnych wartości historycznych, kulturalnych nie będzie dane, no ale ja nie o tym….

Life is Life, życie to życie i starajmy się je przedawkowywać tak bardzo jak to tylko możliwe, doceniając fakt(uwaga teraz będą padać banały), że znowu podnieśliśmy się  z łóżka, tudzież doceniając pracę i wysiłek kogoś innego, który sprawia, że nam jest lepiej, łatwiej. Żyjmy w zgodzie ze sobą i naszym systemem moralnym, żyjmy, zamiast po prostu istnieć, może dzięki temu i my zbudujemy nasze pomniki na lata.

Pozdrawiam. Sorel

Następne części niebawem… 😉

Napisz komentarz!