Witajcie! To już chyba trzecia odsłona naszego cyklu. Wiem dałem ciała, bo długo nic nie pisałem.

Chyba jednak mam usprawiedliwienie, a jest nim niedoszła sesja. Niecałe trzy dni temu zdałem ostatni egzamin, co wprowadziło mnie w pewną euforie. Mam tylko jedno tzw. ale, bo podczas tej sesji zorientowałem się, że to jest wojna. Jest spokojnie tu pierdolnie tam pierdolnie i znów jest spokojnie. Walka żywiołów, walka ognia i wody. Każdy patrzy jak tu drugiemu rzucić kłodę pod nogi. Myślałem, że nie tylko ja żyje w myśl zasady bądź człowiekiem dla człowieka. Jednak ludzi, którzy są bezinteresowni i pomocni jest mniej. Tacy ludzie to zagrożony gatunek. Jak to powiedział kiedyś pewien mądry człowiek naród piękny, tylko ludzie kurwy.

Gdy przychodzi moment wzniosły, ważny ludzie dzielą się na obozy. Powstają kółka wzajemnej adoracji, które kierują się zasadą temu pomogę, bo go lubię a temu nie, bo go nie lubię i źle mu z oczu patrzy. Okazało się, że starosta nie wypełnia obowiązków tylko robi przysługi tym lubianym, którzy należą do jego kręgu wtajemniczonych. Mimo pewnej sytuacji z przekładaniem egzaminów, która się przynajmniej dla mnie wyjaśniła i jak to zawsze nikt nie był bez winy to zauważyłem, że lepiej jest być koleżką niż mieć zdanie na jakiś temat. Jeszcze gorszą rzeczą jaką można zrobić oprócz posiadania własnego zdania jest wygłaszanie prywatnego subiektywnego punktu widzenia, bo wtedy można zostać zdjętym na ławkę rezerwowych lub wyrzuconym z kadry. No nic życie nie było by życiem gdyby było tylko piękne i nie miało swoich mrocznych stron tzw. ciemnych zaułków.

matejko_battle_of_grunwald
Czas płynie emocje opadają, mam nadzieję, że będzie lepiej. Mam nadzieję, że wypełnianie obowiązków, do których ktoś sam się zgłasza nie pozostanie misją bohatera, a wróci do normalnego statusu konieczności, której sam się chłopie podjąłeś. Sesja zmieniła moje postrzegania świata, gdyż okazało się, że bratobójcze walki to norma. Zostałem również wyprowadzony z mylnego osądu dotyczącego zdawania egzaminów. Do tej pory myślałem, że to przecież każdy musi zdać (takie liceum rozszerzona edycja). Jednak dotarła do mnie ważna myśl, że nie każdy musi dotrwać do końca tego maratonu i, że z nie każdym trzeba żyć w zgodzie, niezależne od jego pozycji społecznej w hierarchii świata, czy uczelni. Zmieniłem podejście, bo okazało się, że opłaca się uczyć mimo iż to jest tak piekielnie nudne. Każdy chyba by wolał poczytać książkę, czy obejrzeć film. Jednak praca popłaca. Nic w każdym razie zakończył się okres apokalipsy spełnionej (będzie ich niestety więcej i będą wzrastać na sile) czas wrócić do aktywnego seplenienia przed mikrofonem. Szykuję się wiele ciekawych projektów na których będę mógł zagościć.

Życzmy sobie wszyscy, że nasze marzenia się spełniały mimo wszelakich trudności. W końcu gdyby było za łatwo to ostateczne zwycięstwo nasza Gloria i wielka Victoria nie smakowały by tak samo, tak mocno. Ten nektar, ambrozja była by po prostu rzeczą zwyczajną, codzienną, takim prostym Caprio pomarańczowym wartym ze 3 złote. Być może przyjdzie nam wrócić na tarczy, bo to jest zwykła statystyka jednemu na tysiąc się uda i powróci z tarczą w dłoni, reszta no cóż wróci do szeregu, w którym miejsce jest zawsze wolne dla każdego z nas. Ważny by robić wszystko by być tym jednym zamiast czekać na cud i narzekać, że jest źle i, że innym wychodzi a mnie nie, przynajmniej ja tak sobie myślę i usprawiedliwiam tym mój ból istnienia mój weltschmertz. No nic dziś tak trochę krócej. Zostawiam was z tą refleksją, może ktoś tu znajdzie podobne doświadczenia, a może nie, oby nie ….

hqdefault
Pozdrawiam, SoreL

Napisz komentarz!