Miszel Traper - “W stronę światła” - RECENZJA ALBUMU
Miszel Traper - “W stronę światła” - RECENZJA ALBUMU

Miszel to chłopak z Katowic z krętą przeszłością w UK. Kolejni recenzenci uznają go za jednego z ciekawszych zawodników, których warto obserwować aktualnie na naszej rodzimej scenie. Ale co sprawiło, że Miszel w tak krótkim czasie od momentu debiutu w QueQuality stał się tak mocno rozpoznawalny?

Drill, który drillem nie jest?

Michał od momentu debiutu na kanale Quebonafide kawałkiem “Bloki” z HHNS Mixtape, dał się pokazać jako charyzmatyczny, łapiący za gardła swoich słuchaczy traper. Dopiero po wydaniu numeru – “Ligota” Polska scena poznała go jako rapera, który tworzy drill. Tak, drill. W Polsce jest to możliwe, że bez przewózki gangstera można tworzyć tę odmianę rapu i Miszel jest tego genialnym przykładem. Lirycznie faktycznie Michał nie kreuje się na osobę z “mafijnymi powiązaniami”. Ale nie unika również tematów swojej ciężkiej i burzliwej przeszłości czy to w Polsce czy w Wielkiej Brytanii.

Drill jaki Miszel tworzy to nie drill liryczny, ale bardziej muzyczny. Bo przecież warstwa muzyczna na tym albumie jest tak dobrze rozwinięta, że sam LA Capone czy Lil Durk nie powstydziłby się nawinąć na takim bicie, który stworzył MigzBeatz czy D3W. Prócz bębnów można odczuć nutkę twardej ulicy rodem z Leicester czy Manchester w których to przecież Michał też mieszkał i tworzył.

Miszel udowadnia nam również, że na bębnowym bicie można stworzyć coś głębokiego i pełnego emocji. Dobrym przykładem jest kawałek “Molly” z Nicolą Tymcio, który to bardziej porusza sfery prywatne i emocjonalne. Ten zabieg pokazuje nam, że na takim bicie i w takim stylu można tworzyć wszystko co nam się żywnie podoba i jedynie co nas może ograniczać to nasza wyobraźnia i hejt. A jeśli chodzi już o hejterów to Miszel zostawił dla nich taki wers – “W dupie mam waszą otoczkę o drillu…”.

Płyta formą katharsis?

Żeby poniekąd zrozumieć płytę “W stronę światła”, musimy zrozumieć co Miszel czuł podczas jej tworzenia. W kawałku “Requiem” nawinął – “Potem nadeszła depresja, potem mi przeszła, nadeszła presja”. Michał tworząc cały album przechodził przez bardzo trudne okresy w życiu z których ostatecznie wyszedł z pozytywnym skutkiem. Swoje emocje, żale i rozmyślenia ujął w praktycznie każdym kawałku płyty.

Przez samo Intro można zrozumieć to co chce nam przekazać i wszelkie jego odczucia dotyczące otaczającego go świata. Prócz samego oczyszczenia płyta jest formą terapii. Świetne dla mnie jest to, że chłopak ze znieczulonego podwórka i brytyjskiego ghetta może w tak perfekcyjny sposób okazywać emocję jak w numerze “Nic” lub “W stronę światła”. Wielu raperów z topu kreuje swoje emocje na sztuczne, a które ostatecznie w sztuce są tandetne. U Miszela z kolei widać szczerość płynącą z jego wersów, a co najważniejsze dla słuchacza autentyczność.

ZOBACZ RÓWNIEŻ INNĄ RECENZJĘ TEGO AUTORA: Kali/Major SPZ – Hucpa – “wulgarne i bezczelne oszustwo” – RECENZJA

Ambicja

Tego na pewno nie można odmówić Michałowi. Jego ambicje i cele najlepiej na krążku przedstawia numer “Progress”. Obrazuje jego drogę z bloków do jednego z największych labeli w Polsce. W kawałku nie ucieka się też od mocnych braggowych punch’y typu – “Młody Tupolew, bo tylko drewno stoi na mojej drodze”. Takie wersy determinują go ewidentnie do stania się jednym z lepszych raperów naszego podwórka, do czego ma mocne podstawy. Bo jak wiadomo – “Sukces nie pytał nikogo, gdzie mieszkam, bo wie, gdzie mieszkam…”.

Dopełnienie

Jeżeli chodzi o inne kawałki i aspekty płyty to śmiało można wyróżnić kawałek “Gry” z Majorem SPZ i Duke102, który pokazał, że Miszel również bardzo dobrze odnajduje się w kawałku kolaboracyjnym i potrafi nagrać równy utwór na tle także dobrych raperów. Ciekawym zabiegiem jest dodawanie wstawek w języku angielskim, które to wychodzą czasem na plus, ale częściej na minus. Nie dotyczy to tylko kawałka “Gry”, ale także innych utworów z płyty np. “Puzzle”.

To co podobało mi się jeszcze w tej płycie to, że Michał nie jest jednowymiarowy i można śmiało go uznać jako – “Człowiek flow”, bo nie wiadomo jakim tym razem rodzajem nawijki zaskoczy nas na danym kawałku. Widoczne jest to w numerze – “Chandre Oram”. Jako posiadacz wersji preorderowej muszę wspomnieć jeszcze o trzech dobrych remixach i jednym rzadko spotykanym kawałku. Mowa tu o numerze “Day + Night”, w którym dwa przeciwstawne kawałki zostały złożone w jeden dobry bonus track.

Miszel – “W stronę światła” – podsumowanie

Miszel Traper posiada warsztat i zaplecze do stania się ikonicznym artystą tworzącym drill w Polsce. Jako jedyny na ten moment potrafił przeciwstawić się tendencji, która ciągle mówiła o tym, że drill to gangsterka w pejoratywnym tego slowa znaczeniu. Oprócz innowacyjności, posiada emocjonalność, którą potrafił przemienić na bardzo dobre i mocne kawałki. O warstwie muzycznej pisałem wyżej, ale trzeba to jeszcze raz podkreślić – ta jest fenomenalna i wpasowana w punkt.

Jedynym minusem jaki dostrzegłem to czasem nieudane angielskie wstawki. Nie zmienia to faktu, że jeśli Michał je poćwiczy może w przyszłości stworzyć niezłą angielską epkę. Moim zdaniem, jeżeli Miszel będzie konsekwentnie parł do przodu i nadal odwoływał się do sowich przeżyć, emocji i brytyjskiego sznytu, w niedalekiej przyszłości zawita nie na Polskie, a Europejskie salony.

Ocena: 9/10
Recenzował: Michał Paduchowski

ZOBACZ RÓWNIEŻ INNĄ RECENZJĘ TEGO AUTORA: Guzior – “Pleśń” | RECENZJA ALBUMU