Emocjonalia - Recenzja Rafała Elmera
Emocjonalia - Recenzja Rafała Elmera

Od dłuższego czasu słyszymy w mediach tematycznych o stopniowym zacieraniu się granicy pomiędzy undergroundowym hip-hopem a jego mainstreamowym (jak zwał, tak zwał) odpowiednikiem.  Zwolennicy tej teorii mają wiele argumentów na poparcie tezy, choć w kilku wymiarach wciąż „under-ziemia” pozostaje w tyle za kreacją marketingową głównego nurtu.

Nawet jeśli zwolennicy któregoś z hip-hopów zarzucą mi obserwacyjny falstart, trudnym do przeoczenia jest pewien fakt. Podziemni raperzy (nie ujęci, co się rozumie, w posiadający osobowość prawną repertuar) wciąż znacznie odstają w kategorii popularność/medialność od swoich kolegów z zapleczem wytwórni.

Czy winny temu jest tylko niewykształcony warsztat domorosłych nawijaczy, czy może niszowość sztuki, jaką ci preferują i z potrzeby serca (bo i chyba nie z konieczności finansowych) tworzą? Co do umiejętności i kreatywności tychże nie mam zastrzeżeń – co nie znaczy, iż nie należy przeszukać planszy w poszukiwaniu prawdziwych graczy. Dodam, iż gusta muzyczne słuchaczy rapu XXI wieku dostrajają się do rzeczywistości, którą niepochlebnie należałoby nazwać klęską urodzaju. Nie dziwi więc (mnie), iż we wspomnianych cieplarnianych warunkach probierzem wartości sztuki słowa rapowanego stał się wydźwięk medialny jaki dany twór w sferze intenetu odnotowuje. Lajki, wyświetlenia, udostępnienia i szum medialny skutecznie akumulują uwagę odbiorców i kształtują trendy. Nie wszystko jednak co trendy jest jazzy – parafrazując śląskiego klasyka.

Niszowy projekt i niech tak zostanie.

„Emocjonalia” – album nowosądeckiego Christophorosa777 należy z pewnością do tych (niszowych w moim rozumieniu) dokonań rapowych, których próba zaistnienia na obecnym rynku głównego nurtu byłaby pomysłem chybionym. Czy oznacza to, iż mamy do czynienia z produkcją słabą? Nigdy, przenigdy! Koncept album, bo takim są „Emocjonalia” jest niczym wysoce wyspecjalizowane w swej tylko dziedzinie narzędzie niosące treści wartościowe, ciekawe, czasem odrobinę naiwne, aczkolwiek przykuwające uwagę i przede wszystkim efektownie podane.

Skupmy się na rapie posiadacza najdłuższej ksywki na scence C-rapu w Polsce. Christophoros777 nie jest posiadaczem szponu w głosie (bynajmniej nie pokazał tego na albumie). Jego spokojne, delikatnie wyłożone wersy (momentami zakończone zaśpiewami) układają się niczym śnieżny puch na szczycie Mniszka. Doświadczanie albumu przywodzi na myśl wyjście na górski szlak wczesnym rankiem z obytym w trawersie przewodnikiem. Ten zaś swoje osobiste przemyślenia i rozterki wykłada swym towarzyszom drogi subtelnie, miarowo ale również momentami nazbyt monotonne i bezpiecznie. Oczywiście kilka kawałków sugeruje, iż 777 potencjał energetyczny posiada i cieszą jego zapewnienia o kontynuacji muzycznego tripu.

Należy bezsprzecznie oddać szacunek twórcy za umiejętności krasomówcze (skity) i nienaganną dykcję. Dla wielu (choć nie dla mnie) stanowią one o klasie danego rapera. W tychże kategoriach Chris wypada bardzo korzystnie. Co do warstwy tekstowej zmuszony jestem odnieść się odrobinę bardziej krytycznie. Raper skleja nieźle i momentami liryki układają się w ciekawą strukturę. Nie są to jednak treści, które mnie bez reszty porwały. „A czemu to panie?” – spytasz się Czytelniku, nie kryjąc zdziwienia i powątpiewając w mój zdrowy rozsądek. Gdyż jestem zgnuśniałym, wybrednym hip-hopowym ortodoksem, którego gusta wykuwały się warunkach zbrudzonych ulicą, delikatnie zwulgaryzowanych, buntowniczych, aczkolwiek błyskotliwych protest songów.

Mając za sobą górę twardej rapowej szkoły (bynajmniej nie w moim wykonaniu a w roli słuchacza) wejście na szlak proponowany przez Christophorosa777 jawi mi się jako dość nieciekawy. Z drugiej jednak strony, przyznaję się do mojego dość skostniałego pojmowania sztuki rapowej. Odnoszę wrażenie, iż moje niezrozumienie niektórych poruszanych przez autora albumu spraw wcale nie musi przekreślać ich wartościowania dodatniego przez innych odbiorców.

Goście solidnie i na temat.

Album wzbogacili o swoje rap-zwrotki Augustyn („Klucz”), Dilo („Mikroradość”), Kailu („Ojczyzno”), RDK („Morze gwiazd”) i Fran (Czy koniec jest bliski”). Wszyscy nawinęli solidnie i na temat. Rewelacyjnie (jak zwykle) wybrzmiał Hiob w refrenie do „Ojczyzno”. Profesjonalną robotę wykonały również Panie w osobach Justyny Mikulskiej („Emocjonalia”, „Mikroradość”) oraz Lucyny Ruchały („Wyobraź sobie”). Wśród „gościnek” pragnę wyróżnić Frana, który od długiego już czasu udowadnia swoją stylową hossę. Warto wspomnieć o zwrotce Augustyna, który z pewnością nie zawiódł. Pragnę zwrócić jednak uwagę na fakt, iż nieobliczalne możliwości tego kocura uwydatniłby z pewnością bit o manierze dalekiej od spokojnej stylówki KeyTeePee. Wierzę, że zarówno Konrad jak również producent Kamil połączą swoje siły w bardziej drapieżnej próbie.

Jeśli idzie o zawartość stricte muzyczną – nie mogę narzekać. Wspomniałem już o moich zapatrywaniach odnośnie kształtujących mnie brzmień. Niemniej ton nadany „Emocjonaliom” przez KeyTeePee jest bardzo spójny i przekonujący. Brzmienie jest czyste niczym górskie powietrze. Zatapiając się w muzyczne uniwersum producenta doświadczamy ambientowo-techniczej przestrzeni utkanej na umiejętnie wyselekcjonowanym drumkit-cie. Nie potrafiłbym zgiąć karku do produkcji Kamila na osiedlowej imprezie. Jednak z pewnością odprężyłbym się przy jego sztuce po ciężkim dniu pracy kosztując muzycznego wyrafinowania jej autora. Do wybitnych należy dodać wysmakowany i absolutnie powalający pad perkusyjny do „Mówię jak jest (Skit)”. Brawo!

Chemia artystyczna kluczem do miłego obcowania z albumem.

Warto wspomnieć, iż pomiędzy KeyTeePee a Christophorosem777 wykrystalizowała się wyczuwalna na albumie chemia artystyczna. Obaj twórcy wspaniale się zrozumieli a ich wzajemny wpływ a siebie można wychwycić już w trakcie drugiego odsłuchu albumu. Nadmienię, iż naprawdę miło obcuje się z płytami, których rzemieślnicy opierają wzajemne relacje o przyjaźń, zrozumienie i zaufanie do własnych możliwości, niż tylko o ekonomiczny układ bądź też internetowy dil.

„Emocjonalia” oprawione są ciekawie, minimalistycznie i w nawiązaniu do jej zawartości. Przestrzeń emocjonalna będąca spoiwem koncept albumu Christophorosa jest profesjonalnie oddana, jako zdjęcie tejże zimnej, czystej, spokojnej i odwiecznej płaszczyzny o zabarwieniu duchowym. Można zaryzykować domysł, iż okładka nie tylko nawiązuje do sfery muzycznej i tekstowej zawartej na albumie. Toć „Emocjonalia” dedykowane są Bogu, a Jego zaledwie odbiciem jest nieodgadniony areał z okładki Chrisa.

Pragnę podziękować 777 za zaopatrzenie mnie w swój debiut (chyba, że coś pominąłem odnośnie Jego wcześniejszych dokonań rapowych). Stoję na stanowisku, iż recenzje pisane bezkrytycznie i jedynie schlebiające twórcom opisywanych dzieł same w sobie wartości nie stanowią. Podkreślę więc, iż prośba o zaopiniowanie albumu wiąże się prawie zawsze z pewną dozą ryzyka. Ta jednak ulega minimalizacji wprost proporcjonalnie do profesjonalizmu jego wydania, a takowym z pewnością „Emocjonalia” się charakteryzują.

Elmerowy apel z dżungli.

Na zakończenie apel do Czytelników moich skromnym, amatorskich wywodów odnośnie korzystania z zasobów muzycznych jakie skrywa dżungla internetowa XXI wieku. W gąszczu tak niekontrolowanej wegetacji gatunkowej, bujnego wzrostu i różnorodności musimy na powrót stać się poszukiwaczami i odkrywcami. Namorzyn pełny rapowych premier, nowych ścieżek rozwoju brzmienia i wykładni słowa jest dziś tak niejednorodny w swej strukturze i bezlitosny w odcinaniu światła od jej wartościowych wykwitów przy korzeniach wyrosłych, iż jako takiego winniśmy traktować bezkompromisowo i nieufnie. Czy my, odbiorcy hip-hopu, straciliśmy już bez reszty zmysł właściwej oceny, dobrego smaku i wyczucia? Czy efemeryczne, duszne jego areały tak bardzo oplotły lianą nasze gusta, iż te poddały się bez reszty wpływowi kilku widocznych, w głuszy słyszalnych, bądź też sezonowo rozkwitających premier?

Czyż zasadnym jest godzenie się na muzyczny pokarm już zawczasu przygotowany, przez szamana rekomendowany? Bądź też łatwo dostępny bo i wlany jak breja kuskusu do wspólnego naczynia, z którego każdy we wiosce czerpie, zjada lub też wypluwa a od misy nie odchodzi? Czy nie lepiej wycofać się choć na chwilę ze strefy wioskowego komfortu? Udać się na poszukiwania skarbów, których już kilka kroków za wydeptaną ścieżką jest mnóstwo? Nie trzeba przecież patrzeć daleko, tym bardziej daleko dreptać. Być może dzieli nas kilka kroków (kliknięć) bosą stopą od wspaniałych twórców z naszej najbliższej okolicy. Twórców, których bębny i głos nie dość, że możemy usłyszeć, to i samych artystów poznać, wesprzeć nieobłudnie, bądź też zbić piątkę. Nie pozwólmy by rozrosły wartki, główny nurt nas, wioskowych ludków zalał bez reszty. Ci co mają bliżej do światła lub ci przemieleni w naczyniu szamana nie zawsze niosą treść wartościową i odżywczą.

Wasz Elmer
Bless!

PRAWA AUTORSKIE
Kopiowanie części recenzji lub ich całości bez mojej zgody, a także kopiowanie zdjęć lub usuwanie z nich loga jest surowo zabronione. Wszystkie zamieszczane zdjęcia i recenzje są mojego autorstwa, kiedy jest inaczej podaje informację o źródle.

Napisz komentarz!