Recenzja albumu pt. ,,Nie ma dróg bez nóg
Recenzja albumu pt. ,,Nie ma dróg bez nóg" Kryzysa - Rafał Elmer

Są wśród nas c-raperzy aktywni, wciąż tworzący i wpływający na poglądowość środowiska docelowego, których bez wątpienia uznać można uznać za protoplastów gatunku w Polsce, (lub przynajmniej za tych, którzy bardzo mocno zaznaczyli swoją w jego ramach obecność). Osoba której chciałbym poświęcić niniejszy tekst jest bez wątpienia skromna, pozostająca odrobinę w cieniu co głośniejszych nawijaczy, szczerze wierząca, lecz również w swych poglądach nieugięta i wywierająca wpływ na otoczenie. Kryzys, bo o nim mowa, należy do tych artystów, których świadectwo nawrócenia oraz droga artystyczna wymykają się sztampowemu opisowi artystycznej przemiany, jako że splecona jest ona nie tylko z radykalnym nawrotem w stronę Chrystusa, lecz również świadectwem pokonywania barier fizycznych, dla wielu z nas będących przeszkodą abstrakcyjną, nieznaną. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych dla tego, który wierzy. Recenzja ,,Nie ma dróg bez nóg”.

Marcina poznałem na jednym z festiwali (prawdopodobnie była to kolejna z edycji Festiwalu Praskiego). Wówczas słyszałem o nim jako o jednej czwartej kwartetu hip-hopowego – Boża Banda Byłych Bandytów, do którego, jeśli mię pamięć nie myli, należał niedawno odeszły do Pana Piotr Stępniak. BBBB działali czynnie na tyle długo, iż ich aktywności odznaczyły się w świadomości obserwatorów poczynań rapowych chrześcijan, kolegów artystów lub/i przede wszystkim wychowanków szkół, placówek i więzień przez nich odwiedzonych. Miałem to szczęście, iż mogłem odbyć kilka długich rozmów z Kryzysem w trakcie wspólnych wojaży po Polsce, będąc ujętym z nim społem w line up’ie koncertowym. Kilka wspólnych wyjazdów kształtowało nie tylko mój światopogląd, lecz również stworzyło możliwość lepszego poznania byłego bandyty z bandy Bożej.

Warto scharakteryzować Kryzysa nie tylko jako rapera, lecz również (lub przede wszystkim) jako misjonarza. Podróżując wspólnie z nim po kraju kilkukrotnie byłem świadkiem rozmów o wierze i Bogu, jakie ten przeprowadzał z przygodnie napotkanymi autostopowiczami. Nie ma chyba lepszej sposobności na otwarcie ludzkich serc niż nocna podróż pustą autostradą mając przed sobą perspektywę kilkugodzinnej jazdy. Wówczas, aby zabić krępującą ciszę, owi podróżni często sami nawiązywali rozmowę chcąc się wywiedzieć kim jest ich zmotoryzowany dobroczyńca zbierający ich w samą porę spod przydrożnego Bistro. Jest w owych „podwózkach” doza ryzyka, gdyż my, zaakomodowani w samochodzie Kryzsa pasażerowie, jak również on sam, nie mogliśmy wiedzieć, kim są owi nieznajomi oraz jakie mają zamiary. Nie zdarzyło się jednak, dzięki Bogu, aby ci zachowali się w stosunku do nas nieodpowiednio, tym bardziej, iż często żegnali się z nami z zbudowani głoszonym im słowem Ewangelii.

,,Nie ma dróg bez nóg” – album Kryzysa.

Pragnę dziś skupić się na solowym albumie, z którym to materiałem ziomek Kryzys odwiedził mnóstwo miejsc w Polsce. Zdaję sobie sprawę, iż nie sposób oddać w krótkim tekście zaangażowania Marcina i rozmachu realizowanej przezeń misji tylko i jedynie w oparciu o muzykę, lecz jako recenzent sfokusowany jestem w głównej mierze na jego misyjnym narzędziu rapowym o tytule: Nie ma dróg bez nóg.

Jako hip-hopowiec pamiętający lata 90-te i inspirujący się m.in. oldschoolową sceną polskiego rapu, nie mógł ów nagrać albumu niezakorzenionego w tej dekadzie. Dzieła o takim właśnie rycie również się spodziewałem i znając preferencje artystyczne autora śmiem twierdzić, iż krążek jego będzie bardzo mocno osadzony w klimatach pierwszych wydawnictw rapowych warszawskiego środowiska, jak również w dokonaniach innych ulicznych składów kształtujących gusta muzyczne pokoleń zrodzonych w latach 80-tych. Nie pomyliłem się. Czy jednak dzieło Kryzysa nadąża za „nowym”, czy powinno nawiązywać do świeżych trendów a jeśli tak to dlaczego? Zapraszam do krótkiej recenzji albumu.

Rozpoczynający krążek utwór pt. „Na początku było słowo” niesiony energetycznym, motywującym bitem autorstwa Kona zachęca do odsłuchu. Po pierwszej wprowadzającej zwrotce autor obudowuje kolejne wersy w storytelling, w którym przedstawia proces wprowadzający do uzależnień, budując linię narracyjną w oparciu o (być może) swoje doświadczenia kontaktów z tzw. lekkimi narkotykami i cięższym sortem środków odurzających: „A zaczynał niewinnie od spalenia jednej lufy, / kiedy posmakował kwasu zaczął jarać ostre buchy, / Kiedy było mało, a miał opinię kozak, ktoś powiedział będzie więcej kiedy weźmiesz proch do nosa, / Bania, faza, melanż kiedy chciał już wreszcie przestać, / Bo gdy poczuł się gorzej to potrzebna była kreska.” Utwór zahacza również o tematykę niewierności małżeńskiej.

”Każdy odpowiada za siebie samego” wykonany na świetnym bicie Woźnika, jest typowym zaangażowanym konskiem prezentującym szeroki zakres tematyczny. Kryzys w dość prosty (czyt. zrozumiały) sposób opisuje proces upadku człowieka i wartość sił (choćby tych ostatnich), które są niezbędne by wyrwać się z kłopotów. W podobnym klimacie jest osadzony utwór „Nie ma dróg bez nóg” (prod. Dąbek) uwypuklający główną metaforę całego albumu, czyli motyw drogi. Poruszany jest w nim społeczny problem hejtingu internetowego i brudnych pragnień poniżenia człowieka celem wywyższenia samego siebie: „Znam głos, który prowadzi bezpiecznie, / To Chrystus, to Biblia, cel to życie wieczne, / No więc idź i nie oglądaj się na chromy lud, / Pamiętaj jedno, nie ma dróg bez Twoich nóg”. Nie powinniśmy zapominać, iż track ten okraszony został ciekawym klipem autorstwa OwnHomeRec.

Średnia krajowa charakterystyczna dla tego typu “życiówek”

„Głód” na bicie Bitu jest metaforycznym wołaniem o wyzwolenie z głodu, który można interpretować trojako: jako wyzwolenie się od biedy, doczesności; wołanie o pomoc w głodzie narkotykowym; głód mieniący się „chorym pożądaniem” oraz ten odnoszący się do pragnień duchowych. Liryka wydaje się dość ciekawa i kawałek z pewnością wart jest wysłuchania. Jednak jest ów podkład do utworu oparty o proste brzemiennie gitarowe, co wydaje się jednak zbyt prostym patentem na udany track. Prawdopodobnie dobór muzyki był podyktowany zmysłem dotarcia do ludzi o mniej wysublimowanych gustach, jednak mi osobiście owa propozycja nie zaimponowała.

O podobnej tematyce jest „Syn marnotrawny”, jednak ów nie jest interpretacją paraboli biblijnej lub jej analizą a autorską spowiedzią ze swego grzesznego życia. Kawałek może być zaklasyfikowany jako średnia krajowa charakterystyczna dla tego typu „życiówek”. Zarówno liryka jak i podkład nie zaskakują niczym szczególnym, nie schodzą jednak poniżej półki właściwie wykonanego rapu. Frapuje mnie jednak, dlaczego nasz ziomek niewłaściwie opisał ksywkę bitmejkera, którego prace pojawiły się na albumie dwa razy. Czy ów twórca ma ksywkę „Premierarena” czy może „Premier Arena”? Kryzys, co się tu zadziało?;)

Energetyczny „Zmieniaj mnie” jest odpowiedzią na wcześniejszą spowiedź. Jest więc kompozycją mogącą zostać ujętą pod szyld „mocne postanowienie poprawy” a optymistyczny refleksyjny „Idę na przód” jest po raz kolejnym motywacyjnym trackiem, jednak ów również nie zaskakuje niczym szczególnym. Jest on właściwie wykonanym kawałkiem, który tematycznie nie różni się zbytnio od poprzednich utworów. Na albumie pojawia się więc pewna powtarzalność tematyczna, być może nie zauważalna dla ich autora, jednak dla słuchacza może ten mankament być przy drugim odsłuchu zauważalny.

Nawijka nienaganna, choć nieskonkretyzowana

Powtarzalność rekompensuje rewelacyjny „Mam pokój” na świetnym bicie Premier Areny (lub Premierareny;)). Jest on pozytywną opowieścią o człowieku, który po wielu doświadczeniach i zaliczonych upadkach powraca do stanu duchowej równowagi. Chociaż sam utwór nie jest wyjątkowo odkrywczy, to jednak swoją rolę spełnia wybornie i bardzo dobrze się go słucha: ”Nie wiem, co się stanie, wszystko w rękach Boga, / Polegam na Nim i na Jego pewnych słowach. / To Jego załoga, wiara, nadzieja i miłość (…) wygrałem pokój, który przewyższa doświadczenie, / Chrystus zmartwychwstał, dlatego mam nadzieję”.

„Niech się stanie Twoja wola” (prod. Emcet) mimo ciekawej aranżacji i nienagannej nawijki Kryzysa, tematycznie jest odrobinę rozmyty i nieskonkretyzowany. Oczywiście utwór mówi o swojej gotowości do podjęcia zadań przez Boga przeznaczonych, jednak jako forma artystycznego wyrazu, utwór nie zaskakuje i może być odebrany (przynajmniej przeze mnie) jako wtórny lub być może przez ludzi nie związanych z tematyką chrześcijańską, jako niecharakterystyczny.

„Bitwa nie jest wojną a przewaga to nie piedestał” są wersami mogącymi na dłużej utknąć w świadomości po przesłuchaniu „Nie płacz” (prod. TRC Produkcja). Pocieszający szlagier mający dotykać serc ciekawie przedstawia proces otrząsania się z życiowego upadku. Jest więc upsychologizowanym studium wytrwałości i być może chcianymi a nigdy nie wypowiedzianymi słowami rodzica, który niegdyś mógł zdobyć się na wyrazy wsparcia dla swej pociechy, jednak zawiódł. Utwór kierowałbym więc do rodziców swych dzieci, którzy jeszcze mają szansę nawiązać dobrą relację ze swą latoroślą, nim ta odejdzie w zrezygnowaniu w stronę swej dorosłości.

Storytellingi mocną stroną Kryzysa

Kryzysowi bez wątpienia najlepiej wychodzą tzw. storytellingi, w szczególności te opowiadające o jego życiu, jak również o życiu jego kolegów, którzy doświadczyli odsiadki. Takie uliczne historie zawsze będą miały w sobie coś pouczającego. Są niczym uchylone okno, które ukazuje ledwie zarys tragedii jaki grzech może wywołać w życiu ludzi negujących zasady biblijne. W podobny sposób świadectwo swego nawrócenia złożył znany amerykański raper Pyrexx, który w trakcie odsiadki wspierany był przez starszego kolegę po fachu Sevina. Kalifornijczyk miał pieczę nad młodym adeptem rapu i ex gangsterem z Teksasu, przede wszystkim prowadząc z nim rozmowy nie noszące znamion potępienia. Dzięki jego obecności i słowu wsparcia dziś kolejny młody MC, choć z drugiego końca świata, zaświadcza o zbawiennej działalności Ewangelii Chrystusa. Podobny scenariusz opisuje w „To co zasiejesz to zabierzesz” (prod. TRC Produkcja) Kryzys nawiązując do okoliczności zaistniałych w jego życiu, bądź w życiu jego znajomych: „Po cichu płakał kiedy czytał starą Biblię (…) / Ja cię nie potępiam, klęska zamieniona w smak zwycięstwa / zasiewał nowe rzeczy na zagonie swego serca”.

„Życie to śmierć a śmierć to życie” są słowami wprowadzającymi w track „Życie zapłacone krzyżem” (prod. Bandyta) nadający albumowi wymiaru teologicznego. Słowa przewodnie utworu, które dla osób niewierzących mogą znaczyć niewiele, stanowią o nieśmiertelnej prawdzie w śmierci Chrystusa. Merytorycznie konsek nie wyróżnia się niczym szczególnym, choć kilka ciekawych porównań i nienaganny paste nawijki czynią zeń kompozycję solidną. Podobną tematyką charakteryzuje się ostatni track „Z Bogiem”. Warto wspomnieć, iż ten oparty jest na świetnym minimalistycznym bicie autorstwa Sampelbeat.

Reasumując Nie ma dróg bez nóg jest solidnym materiałem o wyrównanym poziomie artystycznym, zdradzającym ukształtowaną manierę i gusta rapowe jego autora. Moim zdaniem plasuje się on w mocnej średniej sceny c-rapowej. Czy wiec jest to produkcja, która nie może zaskoczyć słuchacza lub nie ma szans w konfrontacji rynkowej? Jeśli idzie o wymiar komercyjny wydawnictwa, rzeczywiście album może mieć spore problemy, by doścignąć młodą falę nawijaczy. Jego klasyczna forma rzuca się w uszy już po odsłuchu pierwszych tracków.

Klasyczna boombapowa nawijka

Taka też jest nawijka Kryzysa – klasyczna, odrobinę boombapowa, współgrająca z werblem i jego się trzymająca. Przekaz jest klarowny, momentami metaforyczny. Na krążku co chwila słychać nawiązania do wersetów biblijnych, co może świadczyć o dobrej znajomości Słowa Objawionego przez autora. Dla słuchaczy postronnych nie traktujących Pisma Świętego, jako prawdy ostatecznej, album, poza ciekawymi storytellingami, może okazać się odrobinę sztampowy, jednak dla wyjadaczy scenicznych, kierujących swoje ucho i gusta w stronę rapu niezbrudzonego i truschoolowego zarazem, ten może okazać się inspirujący. Wystawiam więc produkcji Kryzysa mocną czwórkę plus. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż ocenę motywować należy dobrym brzemieniem albumu (mix i master: TRC Produkcja) oraz zazębiającym się stylem wszystkich kawałków.

Poligrafia albumu jest dość skromna. Grafika frontowa prezentuje fragment drogi lub ścieżki szutrowej, na której wędrowiec odnajduje kartkę z tytułem albumu. Ciekawie, lecz nie odkrywczo. Można by rzec zbyt prosto. Wewnątrz obwoluty oldschoolowy Kryzys skłania nas do zwrócenia uwagi na wersety Biblijne: Jana 8, 32 – Poznaj prawdę a prawda cię uwolni.

Z drugiej strony wydawnictwo należy odbierać w odrobinę innych kategoriach. Materiał nie ma na celu robić wrażenia na słuchaczach, lecz mieć na nich wpływ. Weźmy pod uwagę, iż materiał ten wykonywany jest najczęściej w zakładach penitencjarnych, placówkach wychowawczych, czy też szkołach, gdzie zbyt rozbudowana metaforyka mogłaby być przeszkodą we właściwym odbiorze treści. Jeśli Kryzys opowiada swoje świadectwo, robi o z pewnością prostym i zrozumiałym językiem, co oznacza, iż taki właśnie jest również jego rap. W żadnym wypadku nie umniejszam zdolnościom rapowym autora, tym bardziej wiedzy biblijnej, która jest ogromna, na chwałę Pana. Wspomnijmy jego wizytę u mnie w domu, gdy w swobodnej rozmowie, jeden z gości, z którym przyjechał Marcin, nawiązał do treści psalmu.

Świadectwo życia

Kryzys bez większego trudu z pamięci przypomniał, o którym dziele dawidowym mowa, podając również namiar na tekst. Wrócę więc do pytania: co jest siłą albumu? Czy jego innowacyjność i podążanie za trendami, czy może użytkowość? Nie jest to album klubowy a więzienny gryps o Chrystusie, którego treść przeznaczona jest dla ludzi poszukujących nie tylko rozrywki, lecz przede wszystkim nadziei. Gdybyśmy do niniejszego dzieła zaangażowani tzw. newschoolowy rap, którego treść często jest ograniczona do minimum lub skłania się do częstych powtórek jednego frazesu, z pewnością ów wpadłby szybciej w gusta publiki (szczególnie tej poza murami zakładu penitencjarnego lub placówki wychowawczej), jednak właściwy cel wychowawczy i misyjność albumu mogłaby zostać utracona na rzecz wymuszonej charakterystyką bitu lekkiej i niezobowiązującej rozrywki. Jak sam autor albumu podkreśla, na początku było słowo i właśnie temu słowu Kryzys daje świadectwo życia.

W nawiązaniu do początkowych akapitów recenzji warto podkreślić wycinek z trudnego życia autora, który opowiadał o swoich planach realizacji zajawki rapowej jeszcze sprzed nawrócenia. Marcin wspominał, iż w swoim „starym życiu”, na skutek dolegliwości wrodzonych nie mógł swobodnie mówić. Jego artykulacja była utrudniona (co z pewnością wyjaśni w swoim świadectwie na intrenecie lub na spotkaniu). Jego stan, również związany z zaniżoną samooceną i życiem ulicznym, pogarszał się jeszcze bardziej „po wstąpieniu” w świat narkotyków. Dziś po przemianie nie tylko potrafi ów swobodnie mówić, lecz również zdobył się na solowy album (zdaje się, że w swym dorobku niejeden) i podróżując po Polsce świadczy o cudzie jaki Jezus Chrystus uczynił w jego życiu. Warto wziąć pod uwagę ów fakt przy ocenie materiału, nawet wówczas, gdy jego autorowi zdarza się wciąż odrobinę niewyraźnie artykułować. Jeśli mamy szukać albumów autentycznych, mówiących o prawdzie życia na ulicy i nawróceniu, Kryzys jest właśnie rezonatorem rzeczonej treści. Dzięki ziom za album i powodzenia w Twojej misji. Bless!

Wasz Elmer

PRAWA AUTORSKIE
Kopiowanie części recenzji lub ich całości bez mojej zgody, a także kopiowanie zdjęć lub usuwanie z nich loga jest surowo zabronione. Wszystkie zamieszczane zdjęcia i recenzje są mojego autorstwa, kiedy jest inaczej podaję informację o źródle.

Napisz komentarz!