HIOB – „STYL POŁUDNIOWO-WSCHODNI” I „33 KROKI i 12/12” – RECENZJE ALBUMÓW
HIOB – „STYL POŁUDNIOWO-WSCHODNI” I „33 KROKI i 12/12” – RECENZJE ALBUMÓW

Trzymając w rękach dwa zacne albumy autorstwa MC ukrywającego się pod pseudonimem Hiob przychodzą mi na myśl moje krótkie, aczkolwiek intensywne wojaże.

Między innymi do Krakowa, gdzie wraz z tymże raperem oraz DJ Wake Up zwiedzałem nowohucki falanster. Również do Cieszyna na bardzo udany Rap Fest i pierogi przy Rynku, czy też do Częstochowy, gdzie w wątpliwej konduity lokalnym klubiku poznaliśmy się i graliśmy dla zdezorientowanej, nieprzygotowanej na chrześcijańskie rapy menażerii. Minął kawał czasu a ja wciąż mam nieodparte wrażenie, iż twórczość Tomasza Karenko – Hioba, powinna być, biorąc po uwagę kilka istotnych w niniejszym opisie faktorów, znana i doceniona. Tytułem wstępu zapraszam Cię więc do lektury recenzji jego dwóch bardzo solidnych wydawnictw jakimi są „Styl Południowo-Wschodni” oraz „33 kroki i 12/12”.

„STYL POŁUDNIOWO-WSCHODNI”

Pierwszy z krążków powinien, w moim uznaniu, być oceniany w kontekście pozarapowym. Tomasz, znany również jako Fidelman, jak sam wspomina, działa „od 20 lat z mikrofonem i długopisem w ręce. Zaczynał jak każdy graniem z kumplami po piwnicach, nagrywkach na kompie w latach 90’. Grał w takich kapelach jak Signum Fidei (rock), Aaron (hardrock), Strefa Pracy Żurawia (acoustic), Nibyland Sound System (roots reggae), Los Karenos (cover pastiche band) (…)”. Mamy więc do czynienia z artystą świadomym muzycznie, doświadczonym i scenicznie ogranym, choć z pewnością również wybrednym i odrobinę zmanierowanym. Analizując jego biografię artystyczną i dokonania miarą karier dzisiejszych, święcących tryumfy w mediach „idoli”, twórczość Tomasza jawi się jedynie jako nikły płomień lub, parafrazując klasyka, ognik, co go sto lat nie wyziębi, bo choć niewielki, to nigdy sztuczny, a światło przezeń rzucone, to nie odbity glans, a płomień nadziei na lepszą sztukę (chyba przesadziłem z formą, wybaczcie;)).

Czy wokalista rockowy i reggaowy ma szansę sprawdzić się jako MC? Czy jego muzyczny background nie przeinaczy charakteru hip-hopu czyniąc zeń kunsztowną, aczkolwiek niezrozumiałą hybrydę, zbyt daleko odbiegającą od korzeni? Pragnę rozwiać Wasze wszelkie wątpliwości. Hiob udowodnił dwukrotnie, iż nie tylko jest wyśmienitym raperem i tekściarzem. Również jego zmysł doboru brzmień i umiejętność konstruowania albumu nie zawodzą. Choć wspomniany „Styl Południowo-Wschodni” nosi wyraźne naleciałości muzyczne wynikające z jego wcześniejszych dokonań, ów fakt nie burzy odbioru albumu jako w pełni hip-hopowego. Co więcej, rzeźbiony wiele lat wokal autora zarówno w manierze rapowej, jak również w śpiewie płynie pewnie po dobrze brzmiących, choć odrobinę oklepanych bitach, wprawiając w zakłopotanie co poniektórych wokalistów „śpiewać chcących”.

Zginacze karku, a nie sceniczne bengiery

Już od pierwszego tracku „Styl Południowo-Wschodni” niesie emocję związaną bez pośrednio z miejscem pochodzenia autora (Chełm), jak również z jego konserwatywnym, katolickim światopoglądem. Poczytuję to sobie za atut, gdyż pierwsze wersy Tomasza („Imiesłów”) kreślone były jako swoista wizytówka ku zbudowaniu słuchaczowi obrazu siebie bez zbędnego koloryzowania i przesady. Pięć pierwszych kawałków, które nazwałbym szczerą wykładnią osobistej filozofii, (o szczerości świadczyć może ot choćby fragment ślubnej obietnicy z osobistego archiwum Tomasza – „Nie ja”), czyni album bardzo intymnym i dosadnym zarazem.

Niemniej jego imprezowy potencjał sprytnie przechowano „na później” zaskakując słuchacza przyzwyczajanego do emocjonalno – osobistej stylówki. „Chwdp”, „Retrospekcje”, „Styl Pd-Ws” są tego najlepszymi przykładami. Utwory niosą ze sobą dobrą energię, dowcip oraz ciekawie poskładane wersy. Nie są to jednak sceniczne „bengiery” a ukierunkowane w klasyczny deseń „zginacze karku”. Zachęceni rozpędzającym się tempem albumu dochodzimy do bardzo mocnych, imprezowych argumentów w postaci „Legalny” oraz „Diss”, które bez wątpienia są powerplayami „Stylu”. Na tym jednak nie koniec, gdyż poza akcentem patriotycznym („Kochana Polsko”) otrzymujemy niejako w bonusie dwie kompozycje śpiewane w stylu reggae („O Nie! Nie! Nie!”) oraz rock („Getto”). W szczególności ostatni, gitarowy track przypadł mi do gustu. Hiob wyśmienicie czuje się w klimatach rockowych i po wysłuchaniu kompozycji mój głód na dobre, ostrzejsze brzmienia wzmógł się tym bardziej.

Klasyki na wysokim poziomie

”Styl Południowo-Wschodni” prezentuje wyraźnie przemyślaną strukturę, zarówno w sferze tematycznej, jak również brzmieniowej: od autoprezentacji siebie, przez bardzo osobiste przewijki i energetyczne, klasyczne kawałki, skończywszy na instrumentalnych perełkach odbijających od stylistyki rapowej. Sama warstwa muzyczna stoi na bardzo wysokim poziomie, co odnosi się zarówno do sfery brzmienia, jak również do konceptu poszczególnych utworów. Wspomniane klasyki, choć bez wątpienia skuteczne i energetyzujące, nie stanowią jednak dla mnie novum. Hiob wyraźnie poszedł bezpieczną drogą twórczą nie wypływając na nieznane wody eksperymentu. Być może nie czuł potrzeby by poruszać materię, z którą się nie identyfikuje i prawdopodobnie, której nie słucha. Dodatkowo, jego warsztat artystyczny rekompensuje ów niedobór, gdyż odnalezienie się w charakterystyce rapowej, reggaowej i rockowej (nawet jeśli wspomniane gatunki występują na płycie jako bonusy) jest nie lada wyczynem. Warto również wspomnieć, iż poza „kopiącymi” klasykami odnajdziemy beatbox, mnóstwo świetnie zagranych melodii, wstawek instrumentalnych oraz wokaliz stanowiących o dopracowaniu dzieła.

Warto wspomnieć o bardzo ciekawej szacie graficznej albumu, której opis i geneza twórcza sprawiają mi od jakiegoś czasu niemały problem. Zachodzę o głowę, czy kaligrafia okładkowa jest również autorstwa Fidelmana, czy też wygenerował ją pasjonat eksperymentalnych deseni? Niemniej album prezentuje się nad wyraz okazale i zasługuje na wyrazy uznania i słowo polecenia.

„33 KROKI i 12/12”

Hiob, idąc za ciosem, zdobył się na realizację kolejnego projektu hip-hopowego, który w założeniu powinien być produkcją o krok lepszą (bądź też inną) od swego poprzednika. Otrzymując „33 kroki i 12/12” intuicyjnie przygotowywałem się na niespodziankę. Niestety takowej nie uświadczyłem. Dlaczego? – zapraszam do lektury recenzji drugiego, rapowego wydawnictwa Tomasza Karenki.

Jedenasto trackowy album okraszony, jak to już u Hioba jest w miłym zwyczaju, ciekawą, rysunkową poligrafią do tytułu nawiązującą zaprasza nas hasłem: ,,(…) NIE STRZELAJ FOCHA, RÓB TO CO KOCHASZ! MIEJ MOTYWACJĘ DAWAJ INNYM INSPIRACJĘ, BY W TYM MARAZMIE ŚWIECIĆ JAK NAJJAŚNIEJ!” Dla słuchaczy otrzaskanych w twórczości c-raperów w Polsce ów slogan nawiązuje do wytwórni RTCK wyśmienitego rapera i freestylowaca o pseudonimie Arkadio. Zdaje się, iż twórców łączy wzajemny szacunek i przyjaźń, a tym bardziej wspólnie wyznawane idee, co w rzeczy samej powinno być odczytane in plus dla albumu. Choć zwrotki wspomnianego reprezentanta RTCK na albumie nie doświadczymy, to jednak instrumentarium zostało uzupełnione o scratch z wosków DJ’a Zimna Łapa, DJ’a Freezby oraz DJ’a Wake-Up. Natomiast na tzw. goścince wystąpili radomski raper Wieczny…oraz DJ Wake Up („Spiritual rap”).

ZOBACZ RÓWNIEŻ: “Każdy ma szansę zostać KIMŚ w czymkolwiek chce” – wywiad z Arkadio

Niespodzianki brak?

Wracając do pytania ze wstępu – Hiob swoim drugim albumem nie wypłynął na nieznane wody stylu werbalizacji, nie urozmaicił również swoich wyborów muzycznych (co nie oznacza, iż podkłady nie są bogato zaaranżowane i świetnie brzmiące). Na czym więc opieram twierdzenie, iż „33 kroki i 12/12” jest albumem solidnym, ocierającym się momentami o najwyższą półkę miotania słowem? Fidelman niczym rewolwerowiec w kolejnych odcinkach Bonanzy zyskuje kolejne skille w dziedzinie, dla której go przeznaczono.

Nie zmienił colta na winchestera, nie nauczył się sztuczek z lassem oraz, tym bardziej, nie zmienił profesji. Jest tym samym kowbojem, jednak jego precyzja, szybkość i pewność posługiwania się bronią gładko lufową znacznie wzrosła. W przełożeniu na język muzyczny, na „33 krokach i 12/12” otrzymujemy rapera jeszcze doskonalszego w klasycznym tego słowa znaczeniu, o ugruntowanej manierze słowa i doprecyzowanej wizji twórczej. Czego innego oczekiwalibyśmy po artyście, który będąc weteranem scenicznym zyskał uznanie publiki rockowej oraz reggaowej zarazem. Reasumując, drugie wydawnictwo Fidelmana przekonało mnie do swych klasycznych walorów. I to już po odsłuchu kilku pierwszych tracków, które uderzają z dużą mocą wywołując niekontrolowany odruch taneczny.

Hymn patriotyczny ze łzami twórcy w każdym wersie

Prawdziwym majstersztykiem albumu jest moim zdaniem utrzymany w westernowym klimacie „Pif – Paf” na genialnym bicie Ambeatnego. Ten ma sample zapożyczone z debiutu ekipy Skull Snaps – warto odświeżyć nieśmiertelny klasyk funku. Nagły zwrot akcji w scenariuszu albumu następuje przy odsłuchu „Trzech muszkieterów”, opowiadającym historię bohaterskiej śmierci żołnierzy Armii Krajowej Klemensa Rutkowskiego, Tadeusza Adamca, Stanisława Koczury, zamordowanych przez hitlerowców w 1944 roku. Jest to jeden z nielicznych utworów rapowych o tematyce historyczno-martyrologicznej, którego nie wolno mi (nam) „stłamsić” w szufladce hip-hop. Kompozycja ta wymyka się zestawowi cech gatunku stając się wzruszającym hymnem patriotycznym, z którego strumieniami wylewają się łzy jego twórcy i autentycznie oddana miłość do Ojczyzny. „Trzech muszkieterów” powinno się traktować jako tekst źródłowy na lekcjach historii oraz przykład jak winno się oddawać cześć i chwałę Bohaterom.

Kolejnymi utworami o bardzo osobistej tematyce jest „Depresja” oraz „33 kroki i 12/12”. Rozgraniczone są jeszcze jedną, świetną, energetyczną propozycją w postaci „13”. Na koniec uczty Tomasz zaserwował nam „Spiritual rap”. Ten, mimo, iż bardzo solidnie wykonany brzmieniowo i stylistycznie (mój ukochany oldschool) nie licuje z doskonałym wydźwiękiem całości albumu. Niemniej, warto posłuchać. Na deser, w postaci bonusa, otrzymujemy akustyczne wykonanie „Pif-Paf” w studio Radia RDN. Bardzo ciekawie.

Czy to koniec specjałów spod szyldu „Hiob”? Nic bardziej mylnego! Kreatywny Tomasz zdążył zaskoczyć kolejnym krążkiem sygnowanym jako „Signum”. Miałem przyjemność posłuchać albumu w wersji cyfrowej. Recenzji wydawnictw jednak podejmuję się tylko wówczas, gdy mam w ręce i na uchu wersję tzw. „fizyka”. Wierzę, że kiedyś zdobędę ów Hiobowy skarb. Tymczasem miłego odsłuchu!

Wasz Elmer. Bless!

Kilka Post Scriptum

PS. Aby oddać choć ułamek mocy jaką niosą Hiobowe albumy (również repertuar ze wspomnianego „Signum”) polecam sprawdzić fragmenty koncertu Fidelmana z małego, aczkolwiek prężnie działającego klubu muzycznego Wysoki Zamek w Katowicach.

PS2. Dlaczego wspominam w recenzji o albumie („Signum”), którego ta nie dotyczy? Gdyż pierwsze znaki wiodące Tomasza w stronę owego świeżego repertuaru odnajduję w wymownym paszkwilu z albumu „33 kroki” pt. „Niedzielna piosenka”.

 

PRAWA AUTORSKIE
Kopiowanie części recenzji lub ich całości bez mojej zgody, a także kopiowanie zdjęć lub usuwanie z nich loga jest surowo zabronione. Wszystkie zamieszczane zdjęcia i recenzje są mojego autorstwa, kiedy jest inaczej podaje informację o źródle.

Napisz komentarz!